moving, moving!


przeprowadzam się na: www.prussianblue.blox.pl


zamknięte do odwołania!

2008-12-27 13:23:06 skomentuj (0)
Pernambuco.

krótkie podsumowanie wakacji - nothing special. była espania i la baniuszka a la noche. było dobrze i stare odgrzewane kotlety towarzyskie. taka piątka z minusem, bo zawsze znajdziemy jakies 'ale'. reszta część wakacji był styl couch petatoe. a teraz nastąpił back to reality czyli szkoła, ostatnia klasa i wieczny strach pod tytułem matura. z natury jestem rozhisteryzowaną babą, więc odczuwam presję non stop. do 30 września trzeba oddać deklaracja, a ja nadal żyje w urokliwej nieświadomości co zdaje i na jakim poziomie a tak w ogóle to co ja chcę robić w tym zasranym życiu. w sumie to z lekkością w głosie przyznaję się bez bicia do beznadziejności. trudno się mówi, porażki się ponosi.

a tak całkiem nie apropo - nic mi się nie chce. kompletnie sponiewierana. leżę do góry brzuchem (który całkiem na marginesie wzbogacił się o 6 kg) i patrzę się w sufit. nic ani nikt mnie nie obchodzi a jakiekolwiek sprawy podsumowuje wzruszeniem ramion. mam ochotę na dużą ilość filmów, niekoniecznie dobrych i na bardzo dużą ilość książek w dowolnym guście, jednakże nie mam na to czasu, gdyż ponieważ zostaję zmuszona do zagłębianie się w Wesele i inne lektury, które pozostały mi z tamtego roku do doczytania.

po cichu przyznaje, ze Persen nie pomaga. wcale nie czuję się wzmocniona psychicznie i odczuwam obawę, że jeden mały szczegół może rozburzyć tą równowagę i harmonią budowaną od paru dobrych miesięcy. niczego nie da się przewidzieć i życia nie da się zaplanować. zazdroszcze T. J. tej pewność w głosie jeżeli chodzi o przyszłość zazdroszczę ludziom możliwości planowanie i zaparcia, że tak ja to osiągnę. nie wiem jak szybko można się zmienić. stracić budowane od dziecko przekonanie o swojej niepodważalnej wielkości i ogromu możliwości. trudno się mówi, ideały upadły. teraz to tylko odliczam dni do końca świata czyli maja i mam zamiar z kolokwialnie mówiąc palcem w dupie nic nie robić. w sumie to J. dobrze mówiła o tym moim syndromie ofiary i jakoś nie będę się go pozbawiać, bo poczucie winny, ze spieprzyło się życie jest zbyt  przygnębiające i zabija.nawet miłość nie jest w stanie zbudować okopów chroniących od całego zła tego świata. jeden wielki gnój i gułag. i wcale nie jestem z siebie dumna. i wcale nie jestem z ciebie dumna. naprawdę mam ochote się zrzygać na swój życiorys i historie w panelu bocznym. bo przecież chodzi o piorytety..

jestem w trakcie czytania Przenajświętszej Rzeczpospolitej. doprawdy interesujące.

z oczekiwaniem na jakiś przebłysk szczęścia, ewentualnie dobrego humoru lub dobrych wiadomości.

pozdrawiam stałych przechodniów.

2008-09-07 13:47:36 skomentuj (1)


Layout by Cassia for Layout4you

Credits: FD & H-G